Podczas ostatniego święta miłośników jazdy na rowerze w Kotlinie Jeleniogórskiej, chętni mogli zarejestrować się jako potencjalni dawcy. Niestety, zainteresowanie było niewielkie, ale jak podkreślają organizatorzy, każda osoba jest na wagę złota, bowiem może się okazać "bliźniakiem", na którego już ktoś oczekuje. Tak było w przypadku jednego z wolontariuszy, który podczas imprezy oczekiwał na ludzi chcących podzielić się częścią siebie ratując życie innym.
- Zarejestrowałem się ok. 5 lat temu i pierwszy telefon dostałem już po 8 miesiącach - wspomina Marcin Lewandowski, wolontariusz Fundacji DKMS, który przyznaje, że gdy tylko usłyszał, że może komuś uratować życie, ugięły mu się nogi. - To niesamowite uczucie - dodał.
Procedura wyglądała tak, że najpierw wykonano szereg niezbędnych badań, po których doszło do przeszczepu.
|
- Pobierano mój szpik przez talerze kości biodrowych - taka metoda odbywa się w zaledwie 20 proc., a w 80 proc. przypadków pobierany jest przez krew - opisuje M. Lewandowski, który był dawcą dla dziewczynki z Niemiec, która miała wówczas zaledwie roczek. - Po dwóch latach od pobrania wymieniliśmy się danymi, mam kontakt z jej rodzicami. Żyje, ma się dobrze, w zasadzie wyzdrowiała - wyznał M. Lewandowski, który swoją genetyczną bliźniaczkę traktuje jak siostrę.
Następna akcja będzie organizowana w grudniu 2018 r. w Galerii Sudeckiej.






Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.