Co trochę spoglądam przez okno i widzę moją ulicę - dotąd bardzo ruchliwą, bo w pobliży jest szkoła, sklepy i stacja benzynowa - teraz praktycznie wymarłą. Tylko co jakiś czas przechodzi pojedyncza osoba, a ruch aut zmalał drastycznie.
Martwi mnie to i cieszy równocześnie. Martwi – bo zagrożenie zakażeniem jest realne, a cieszy – bo ludzie poważnie potraktowali komunikaty i jak nie muszą, nie wychodzą z domów.
Może uda nam się w zdrowiu i spokoju tę „wojnę wirusową” przeczekać. Czego wszystkim z całego serca życzę.












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.