Ludzka hipokryzja w tym względzie sięga zenitu. Z jednej strony nie odmawiamy sobie ryby, schabowego, albo steku na obiad, a z drugiej – pochylamy się nad cierpieniem tych, których z takim upodobaniem jemy. Bo udko to nie kurczak, stek to nie krowa, a filet to nie łosoś?
Tak zostaliśmy ukształtowani, że jesteśmy ostatnim ogniwem pokarmowym. Mamy szczęście, że – poza kanibalami - prawie nikt nas nie je. Za to my, mięsożercy, jemy to, co chodzi, fruwa, pływa.
Oczywiście, jako istoty raczej rozumne, powinniśmy naszemu menu ograniczać do maksimum cierpienia w drodze na nasze stoły, ale nie ma co drzeć szat co roku o tej porze nad losem karpia. Po prostu kupujmy z niego filety. Od jakiegoś czasu już tych filetów jest coraz więcej…












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.