A on, Robert Prystrom, jest – według swojej własnej opinii - świetny, uczciwy i sprawiedliwy, jak nikt poza nim. I płodny, ponad ludzką wyobraźnię. Opracował „coś” dla miasta, świetny program, z którego wyniknie globalny sukces, to znaczy - czyste i zadbane miasto, inwestycje powstające dookoła jak grzyby po deszczu zapewniające mnóstwo miejsc pracy. Likwidacja bezużytecznej podobno straży miejskiej, w miejsce której powstają etaty dla silnych i uzbrojonych po zęby policjantów, którzy dzień i noc bronią każdego mieszkańca przed oprychami i bandytami. Bezpłatna służba zdrowia doposażona niczym kliniki w Szwajcarii i personel medyczny zarabiający pięć razy więcej, niż obecnie. I ta służba zdrowia będzie gotowa we dnie i w nocy na wezwanie każdego potrzebującego pomocy. Taki komunalno-sanitarny Anioł Stróż za pieniądze z budżetu miasta. Będzie też pomoc socjalna dla każdego i na poziomie zapewniającym dostatnie życie – jednym słowem Jelenia Góra rajem, a nawet więcej niż rajem, bo na każdego mężczyznę przypadać będzie więcej niż jedna Ewa.
Tuż przed realizacją owej cudnej wizji nasz Przywódca Obywatelskiego Miasta okazał się jednak osobą, która nie dość, że opowiada głupstwa, to jeszcze usiłowała oszukać Państwo, łżąc w swoim zeznaniu podatkowym. Niezawisły Sąd wydał wyrok skazujący. Poszło o marne 160 tysięcy złotych, o której Radny Robert Prystrom po prostu zapomniał. Ale pan Robert twierdzi, że to wszystko – sąd i wyrok - jest sprawką ”układu”. Zamiast się zawstydzić, wyciąga z kapelusza swoją jakby marionetkę, Miłosza Sajnoga, namaszcza go na prezydenta, a siebie – skromnie - na wiceprezydenta.
Kim jest pan Miłosz, poza tym, że pacynką w rękach Prystroma? Poczciwcem, odpuścił współpracę z redakcją, politologiem, usiłującym udowodnić, że wolontariat w PCK, gdzie pracuje jego Mama daje legitymację do rządzenia 90-tysięcznym miastem. To tak, jakby umiejętność bandażowania dawała kompetencje do prowadzenia operacji na otwartym sercu. Na naszym sercu. I naszej kieszeni. Ojciec kandydata jest znany z działalności w GOPR, ale czy to jest przepustką do Ratusza dla syna? Tu nie trzeba ofiarności Rodziców, a fachowości własnej.
Miłosz Sajnog może być postacią tragiczną , pewnie nie na miarę tragedii Szekspira, ale lokalnych. Wielu ludzi już mu współczuje, bo staje się on tylko rekwizytem w walce o władzę dla człowieka, który w życiu nie zrobił nic, o czym dałoby się dobrze napisać. Robert Prystrom był przecież w poprzedniej kadencji szefem Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej, ale Rada Miejsca wyrzuciła go na twarz, mając dość jego „pracy”. W kolejnej kadencji był wiceprzewodniczącym Rady, ale nowy skład Rady poznał się na nim po kilku miesiącach i wylał go z tej funkcji. To jest suma jego dokonań samorządowych. I teraz – kiedy Sąd złapał go za rękę – Robert P. drugą kończyną wyciągnął z kapelusza kandydata na Prezydenta Miasta. Takiego, który daje gwarancje, że będzie mu posłuszny jak piesek na krótkiej smyczy.
Teraz może być tak, że decyzje za plecami podejmuje „szara eminencja”, traktując Miasto tak, jak swoje zeznanie podatkowe, ale odpowiada za decyzje smutny młodzian, który nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje. Nie przeszkadzałoby to nikomu, gdyby nie działo się to na naszych plecach i za nasze pieniądze.
Drodzy Czytelnicy! Jak wskazuje historia świata od jego początków, przywódców było wielu a ich czyny wielkie i niezapomniane, ale wszyscy kończyli tragicznie. Nie dajmy się zwariować, nasze miasto rozwija się równomiernie i sukcesywnie. Nigdy, powtarzam NIGDY włóczeni po sądach wizjonerzy nie potrafili zrealizować swoich wizji, choć udawało się przekonać wielu zniechęconych, podłamanych i udręczonych codziennością. Nic nie dzieje się przypadkiem, i nic w demokracji nie może stać się od razu, zapewniając dobrobyt każdemu.
Łatwo wskazywać na cudze błędy, jeszcze prościej wytykać je z pozycji bezrobotnego, niedocenionego człowieka, na dodatek próżnego i odrzuconego przez świat. Od lat obraża ludzi prezydenta, a spójrzmy, kto popiera działania Wspólnego Miasta. Anna Ragiel – gdzie władza tam ja; Bronisław Peikert – generał bez armii, ale dawne przyzwyczajenia pozostały (bankieciki, spotkanka, polowanka i… sądowy wyrok skazujący). Trudno nie mieć problemów prawnych, jeśli się sprzeniewierza należne żołnierzom normy żywieniowe. I jak to wygląda, gdy generał odejmuje od ust żołnierzom?) Sylwester Urbański – nowa władza go odsunęła w cień i przestał być wicekuratorem, lokalna nie zaspokoiła próżnych ambicji (został „tylko” z-ca naczelnika wydziału oświaty UM), więc wpadł w objęcia Przywódcy. Jest oczywiście ogromna rzesza młodych rozsądnych ludzi, którzy wierzą w sprawczą moc Przywódcy i jego ideałów. Ich najbardziej mi żal, ale oni mają jeszcze czas na zmianę decyzji. 12 listopada wybierzemy kierunek dla przyszłości Jeleniej Góry, ale przede wszystkim przyszłości każdego z nas. Wybierzmy tak, byśmy nie musieli się w przyszłości wstydzić, byśmy nie zahamowali swoim wyborem spokojnego i harmonijnego rozwoju Jeleniej Góry.
Andrzej Gorzałczyński
TEKST PŁATNY












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.