- Mieszkam niedaleko rzeki i przez ten smród nie mogę spokojnie posiedzieć w ogródku – mówi pan Jan z Mysłakowic, który na jednym z portali społecznościowych zamieścił zdjęcie płynących nurtem nieczystości. Fotografię wykonał 21 lipca. Najgorzej jest w wakacje, a zwłaszcza w weekendy. Najczęściej te nieczystości płyną rzeką w godzinach wieczornych, kiedy nie pracują instytucje takie, jak SANEPID. Przez jakiś czas było nieco lepiej lecz w ostatnim okresie ponownie rzeką płyną śmierdzące ścieki. – W rzece od dawna nikt nie widział żyjących w niej jeszcze kilka lat temu pstrągów – dodaje Damian z Mysłakowic. - Ciężko zobaczyć też w jej okolicy kaczki. Wiele razy o całej sytuacji informowaliśmy urząd gminy oraz radnych ci jednak jak do tej pory pozostają bezradni – dodaje.
Odpowiedzialna za opisywaną przez mieszkańców Mysłakowic i okolicznych miejscowości klęskę ekologiczną jest należąca do Karkonoskiego Systemu Wodociągów i Kanalizacji oczyszczalnia ścieków w Mysłakowicach. Trafiają do niej ścieki między innymi z Karpacza, gmin Mysłakowice i Podgórzyn. Nie przystosowana do tak dużego obciążenia oczyszczalnia, nie jest w stanie odpowiednio poradzić sobie z masą ścieków. W efekcie część osadów trafia do rzeki.
Obserwacje mieszkańców gminy Mysłakowice potwierdza prezes KSWiK Jerzy Grygorcewicz. - Bywa, że dobowy pobór ścieków, zwłaszcza w okresie nasilonego ruchu turystycznego, jest zbyt duży w stosunku do wydajności oczyszczalni – mówi J. Grygorcewicz. Dlatego od czasu do czasu dochodzi do wyrzutu osadów. Jednak to zjawisko jest stale monitorowane przez służby ochrony środowiska.
Jak zapowiada prezes KSWiK tego typu sytuacje za jakiś czas mają przejść do przeszłości. Ma się to stać do końca przyszłego roku. Wtedy to oczyszczalni skończy się warunkowe dopuszczenie do eksploatacji i musi zostać zmodernizowana. - To będzie poważna, dwuetapowa inwestycja, której wartość to kilkanaście milionów złotych – dodaje J. Grygorcewicz.