Naparstnica purpurowa jest gatunkiem atlantyckim. W stanie dzikim występuje przede wszystkim w zachodniej i środkowej Europie. Została również zawleczona do niektórych rejonów obu Ameryk, południowej Australii oraz Nowej Zelandii.
Na ziemiach polskich pojawiła się w XVIII i XIX wieku jako roślina ozdobna. Z czasem zaczęła samodzielnie rozprzestrzeniać się w środowisku. Dziś można ją spotkać na rozproszonych stanowiskach niemal w całym kraju, jednak najliczniej występuje w południowo-zachodniej Polsce, także w okolicach Karkonoszy.
Roślina zapisała się również w historii medycyny. To brytyjski lekarz William Withering jako pierwszy wprowadził naparstnicę do leczenia, stosując ją u pacjentów z obrzękami. Surowcem zielarskim jest wysuszony liść naparstnicy purpurowej, zawierający związek, który wykorzystywano w leczeniu chorób serca oraz nerwic.
Czytaj także: Las skrywał nielegalną uprawę "zioła"
Choć naparstnica odegrała ważną rolę w rozwoju medycyny, dziś w Polsce nie jest stosowana w ziołolecznictwie. Zastąpiła ją naparstnica wełnista, uznawana za mniej toksyczną.
Warto pamiętać, że naparstnica purpurowa jest rośliną silnie trującą. Spożycie jej części może prowadzić do poważnego zatrucia. Do objawów należą między innymi nudności, wymioty, bóle brzucha, biegunka, ból w klatce piersiowej, duszność, bóle głowy, osłabienie, zmęczenie, zaburzenia widzenia, splątanie, a nawet delirium i psychozy. Objawy mogą pojawić się zarówno po dwóch dobach, jak i dopiero po kilku dniach.
Dlatego podczas górskich wędrówek najlepiej podziwiać naparstnicę purpurową wyłącznie z bezpiecznej odległości. To jedna z tych roślin, które zachwycają wyglądem, fascynują swoją historią i jednocześnie przypominają, że natura potrafi być równie piękna, co niebezpieczna.






Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.