Choć impreza jest zamknięta a do miasteczka można wejść tylko za okazaniem zaproszenia, harleyowcy – jak co roku – podbili zmysły licznych obserwatorów parady, którą mógł podziwiać każdy. Tych jednak – w większości – hałas nie raził, bo jak mówią, jest on specyficzny i przyjemny do posłuchania.
– Żaden motocykl nie brzmi tak, jak harley – zaznacza pan Mirek, który rok w rok obserwuje motocyklowe parady. On i wielu innych mieli okazje zobaczyć nie tylko wypieszczone maszyny, ale i pomysłowe kreacje ich posiadaczy oraz posiadaczek. Panowie, często brodaci, z markowymi kaskami lub kowbojskimi kapeluszami. Panie – częściowo pokazujące swoje wdzięki.
Harleyowcy to swoista subkultura. Ich motocykle są potężne, ale nie rozpędzają się do niebezpiecznych prędkości.. Majestatycznie suną po szosach. Dosiadający ich zapewniają, że jeździ się nimi bardzo wygodnie, zwłaszcza podczas upalnej pogody.
Po skończonej jeździe wszyscy siadają razem przy kuflach dobrze schłodzonego piwa i rozmawiają. Są jak jedna wielka rodzina, choć reprezentują różne nacje: od Polski, poprzez Szwecję, Niemcy, Holandię do Stanów Zjednoczonych i wiele innych.
– Są też w różnym wieku. Niektórzy uczestnicy zlotu mają ponad 70 lat, ale harleye ich w szczególny sposób odmładzają – zapewniają organizatorzy. Wielu młodych przyjechało ze swoimi dziećmi, które już czują harleyowe klimaty.
Nad bezpieczeństwem wszystkich czuwała policja. Sprawdzała też trzeźwość kierujących wielkimi maszynami. Z tego, co udało nam się dowiedzieć, zbyt wiele pracy funkcjonariusze nie mieli, choć w pobliskich ogródkach piwnych można było zauważyć charakterystycznie odzianych panów sączących zimny chmielowy napitek. Bezalkoholowy – oczywiście.