Chłopca, kiedy wychodził z koncertu Majki Jeżowskiej, porwał tłum - relacjonuje tato pechowca - i zgubił swoją klasę. Próbował sam dojść do przystanku, ale nie znał dobrze miasta. Na szczęście popłakujace dziecko zauważył mieszkaniec Mysłakowic, który zainteresował się sytuacją i zawiadomił policję.
– Kiedy wracaliśmy ze szpitala, gdzie byliśmy odwiedzić chorego emerytowanego policjanta, przez radio usłyszeliśmy komunikat, że przy tunelu stoi siedmiolatek, który zabłądził – mówi komendant Ciosmak. Jego radiowóz był najbliżej miejsca zdarzenia. Chłopiec, któremu towarzyszył mieszkaniec Mysłakowic (to on zgłosił sprawę policji), wsiadł do radiowozu. Komendant odwiózł ucznia na komisariat śródmieście do tzw. niebieskiego pokoju. Tam dziecko zainteresowane policyjnymi gadżetami odzyskało dobry humor i czekało na opiekunów.
Ci zorientowali się, że dziecka nie ma dopiero w drodze powrotnej do domu. Spanikowana nauczycielka zawiadomiła policję o zaginięciu ucznia. Na szczęście usłyszała dobrą wiadomość: uczniowi nic się nie stało i – dzięki szybkiej akcji i pomocy samego komendanta Ciosmaka – cała sprawa miała szczęśliwy finał.
Rodzice chłopca nie kryją pretensji do nauczycielki, która nie dość, że nie przypilnowała dziecka, to jeszcze miała do niego pretensję, że zaginął. "Oberwało" się także tacie dziecka. - Chciałem bardzo podziękować panu, który zainteresował się synem i powiadomił o sytuacji policję - powiedział nam ojciec dziecka, dziękując także policji za sprawną i szybką reakcję.