Bartnicy o pomoc zwrócili się do rządu, z Warszawy napływały zapowiedzi wsparcia, jednak na obietnicach się skończyło.
Pszczelarze z naszego regionu nie kryją żalu do władz rządowych, obiecywana była im pomoc, a w rzeczywistości w dramatycznej sytuacji zostali pozostawieni sami sobie. - Sami odbudowywaliśmy pasieki, bez niczyjej pomocy. Były chęci, były obietnice polityków, a pomoc do nas nigdy nie dotarła. Mamy żal, tyle się mówi o środowisku a jednocześnie nic dla niego się nie robi – podsumował Patryk Waloszczyk, prezes Powiatowego Koła Pszczelarzy w Jeleniej Górze. To co najbardziej boli bartników to, fakt, że rolnictwo może liczyć na szerokie wsparcie od państwa, oni nie. A przecież rolnictwo bez pszczelarstwa nie mogłoby istnieć.
Przy okazji wyjazdu na XXX Targi Rolnicze do województwa zachodniopomorskiego mieliśmy okazję spotkać się i porozmawiać o trudnej sytuacji dolnośląskich pszczelarzy z reprezentantem rządu. Niestety w jego wypowiedzi również było więcej deklaracji niż konkretów. - Dociera do nas dużo sygnałów, że trzeba wspierać bartników, bo te straty były dość wysokie i obecnie mocno pracujemy w ministerstwie nad tą sprawą. Wiem, docierają do nas informacje, będziemy reagować – mówi Ryszard Zarudzki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Z takimi samymi problemami zmagają się bartnicy z północy. Znudzeni ciągłym czekaniem na reakcję rządu wzięli sprawy w swoje ręce i stworzyli państwowy plan działań osłonowych dla polskiego pszczelarstwa, jego głównym założeniem jest tzw. 300 +, czyli 300 zł dotacji do każdego ula. Wsparcie byłoby w ciągu roku jednorazowe i miałoby wspomóc odrodzenie pasiek. Dodatkowo rząd miałby wprowadzić przepisy regulujące to, jakimi środkami rolnicy mogą opryskiwać pola. Ich zdaniem niektóre z nich zabijają obecnie te pożyteczne owady. Co na to władze? Jak na razie nie odniosły się do tych pomysłów.