- Żeby dojechać do pracy, urzędu czy sklepów muszę codziennie pokonywać kilka, a nawet kilkanaście takich przeszkód – mówi pan Adam. – Nie jestem przeciwnikiem spowalniaczy w miejscach, gdzie naprawdę jest niebezpiecznie, ale moim zdaniem trzeba w tym wszystkim zachować jakiś rozsądek. To przecież nie jest obojętne dla zawieszenia samochodów, a nawet samego bezpieczeństwa kiedy samochody hamują w ostatniej chwili – dodaje Czytelnik.
Pan Marcin, taksówkarz, wskazuje inne ulice, na których spowalniacze zatruwają życie nie tylko kierującym, ale i mieszkańcom. – Przykładem jest Osiedle Robotnicze, gdzie naprawdę przesadzono z tymi „hopkami” – mówi kierowca. – Są jakieś inne możliwości wpłynięcia na bezpieczeństwo, jak np. fotoradary czy prewencja policji. Na tej krótkiej ulicy jest pięć lub sześć takich spowalniaczy. Jazda po czymś takim to prawdziwy koszmar, również dla mieszkańców. Moja matka tam mieszka i skarży się, że słyszy setki ostrych pisków hamowania, nawet w nocy albo głośnych uderzeń „lądujących” samochodów – dodaje jeleniogórzanin.
Kolejne progi mają się niebawem pojawić na ulicy Bronka Czecha, ale nie tylko.
– Kiedy budowana jest nowa ulica lub remontujemy starą, mieszkańcy natychmiast wnioskują o zamontowanie progów spowalniających – tłumaczy Jerzy Bigus, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jeleniej Górze. – Moim zdaniem jest ich w mieście za dużo, ale ludzie się ich po prostu domagają – dodaje.