Choć okoliczności w jakich Janusz Płachta stracił mandat radnego wydają się kuriozalne, to zadziałała stara zasada "twarde prawo, ale prawo". W 2015 roku J. Płachta, podczas gminnych dożynek odbywających się w parku przy Pałacu w Mysłakowicach wystawił stoisko kateringowe. Jak mówi, został o to poproszony przez wójta.
Szkopuł w tym, że stoisko gastronomiczne radnego stało na gruncie należącym do gminy. To zadaniem większości rady gminy, potwierdzonym później przez Wojewódzki i Naczelny Sąd Administracyjny, stanowiło podstawę do wygaszenia mu mandatu. Uznano, że J. Płachta złamał przepis ustawy o samorządzie zakazujący prowadzić radnym działalność gospodarczą na mieniu gminy. Gdyby radny rozstawił swój kram nieco dalej, na gruncie należącym do Agencji Rolnej Skarbu Państwa, całej sprawy by nie było.
Wójt gminy oszczędnie wypowiada się o całej sytuacji. – Po ludzku jest mi żal człowieka, jednak prawo w tym przypadku jest nieubłagane i radni nie mieli innego wyjścia jak wygaszenie mu mandatu - mówi.
Były już radny J. Płachta całą sytuację traktuje jak akt politycznej zemsty. – Byłem niecałe trzy kadencje radnym i to jest pewna zemsta. Radni szukali na mnie haczyka i znaleźli – twierdzi.