W Parku Zdrojowym jest od 200 do 300 zarodników, a zazwyczaj znajduje się ich od kilku do kilkunastu w danym miejscu. Takie masowe pojawienie się okratka, który zwany jest też światowcem australijskim, jest wyjątkowo rzadkie, a zarodniki przywędrowały do parku wraz z korą.
- Okratek australijski jest gatunkiem egzotycznym. W naturalnych warunkach rośnie w Australii, Nowej Zelandii, Tasmanii. Do Europy przywędrował na początku XX wieku, przed I wojną światową, prawdopodobnie z materiałami dla wojska – mówił Czesław Narkiewicz.
Możliwe, że grzyb ten dotarł do Europy w raz z żołnierzami australijskimi w 1914 r.
- Pierwsze okazy w Europie znaleziono we Francji i stamtąd rozprzestrzeniały się na inne kraje. W Polsce jest znany od 1973 r., a pierwszy okaz znaleziono w okolicach Sobótki. Obecnie znanych jest w naszym kraju ok. 100 stanowisk okratka. Na Dolnym Śląsku jest ich ok. 30. – dodał.
Gdy jest młody ma kształt kulisty, w fazie dojrzałej wyrastają czerwone ramiona o długości od 50 do 100 mm, przypominające macki ośmiornicy czy rozgwiazdę.
- Jest to gatunek saprofobowy z rodziny sromotnikowców, który rozkłada martwą materię. Nie jest pasożytem, więc nie szkodzi innym roślinom. Gatunek rozprzestrzeniany jest przez owady np. muchy. Grzyb wydziela bowiem bardzo nieprzyjemną woń, by przyciągnąć owady, która przypomina smród padliny.
W naszym kraju niestety okratek australijski nie jest chroniony, ale w wielu krajach europejskich jest na czerwonych listach zagrożonych, m.in. w Dani, czy Bułgarii. Jest grzybem niejadalnym, ale nietrującym – zaznaczył mykolog.
Zarządca parku usunął już owocniki okratka, jednak, jak zapewnia mykolog, wkrótce odrosną, więc każdy będzie mógł je zobaczyć. Okazy powinny utrzymać się w parku kilka lat, a potem same zanikną.