Suchej nitki na realizacji nie zostawił recenzent „Nowej siły krytycznej” Tobiasz Papuczys. W artykule opublikowanym na łamach portalu e-teatr autor skrytykował niemal wszystkie pomysły Klemmowej realizacji: od scenografii, poprzez ustawienie aktorów, aż po nieporozumienia w odbiorze treści przekazu przedstawienia.
– Wszystko odbywa się w ten sam, monotonny sposób. /…/ Aktorzy (za wyjątkiem może Tomasza Orpińskiego, który rolę buduje na swoim wyraźnym scenicznym emploi) nie czują narzuconego przez Klemma sposobu grania. Każda rola jest rozpięta w połowie między nieumotywowanym psychologizmem a nerwową deklamacją. Aktorzy raz mówią do siebie, raz do widowni. Sposób ich ustawiania się na scenie sprawia, że nie zawiązuje się żadna relacja między postaciami. Każdy wykonawca niemal osobno recytuje automatycznie swój tekst. Widz nie ma wątpliwości, że reżyser nie pokazuje w ten sposób jakiegoś rozkładu, tylko że jest to raczej wyraz jego niezdecydowania – pisze Papuczys.
– Wojciech Klemm wziął na warsztat dobry tekst, którego charakter pozwala reżyserowi poważnie teatralnie zawalczyć. Klemm jednak tę walkę wyraźnie przegrał. Jego spektakl jest zdecydowanie najsłabszą premierą Wrocławskiego Teatru Współczesnego w tym sezonie – konkluduje bezlitośnie.
Przypomnijmy, że na czas realizacji „Cementu” Klemm wziął urlop bezpłatny w Teatrze „Norwida”. Jednak, jak wynika z wyjaśnienia, które prezydent Jeleniej Góry skierował w odpowiedzi na interpelację jednego z radnych, zastępca dyrektora ds. artystycznych w tym czasie ofiarnie i za darmo pracował na rzecz jeleniogórskiej sceny. Może wrocławska klapa to skutek przepracowania?